Monsun (1)

P1220916

W niedzielę 9 sierpnia mieliśmy dzień typowo monsunowy. Przez całe przedpołudnie lało. Mocniej, czy słabiej, ale nie przestawało.

Nawet później, po deszczu było tak wilgono, że musiałem włączyć w samochodzie klimatyzację, ponieważ nawet otwarcie okien nie wystarczało na odparowanie szyb. Z kolei wilgoć spowodaowała, że włączenie klimatyzacji w sypialni natychmiast zamieniło ją w lodówkę, niemniej wyłączyc też było ciężko, ponieważ było tak lepko, jakby człowiek oblał się miodem. Czuje się nawet zapach tej lepkości. Podczas deszczu pojechałem rowerem po naszej dzielnicy, licząc, że zrobię jakieś ciekawe zdjęcia potopionych samochodów, ale mi sie nie udało. Wody było sporo, ale przynajmniej w Dwarce z ulic nie robiły sie potoki. Nie byłem wparwdzie w dwóch najciekawzych miejscach, czyli tunelu pod linią kolejową i początku estakady, gdzie mogła się gromadzić woda zbierajaca się z wiekszej powierzchni, ale nie chciałem przeopaść na zbyt długi czas. Zamoczył się za to mój telefon, ale udało się go odsuszyć.

Monsun w Delhi ma bowiem pewne cechy charakterystyczne. Przychodzi na początku lipca i trwa na ogół do końca sierpnia, ale w ostatnich latach przesunięcia w czasie bywały całkiem duże.

W Indiach monsuny różnią się, okresem, jak również ilością wody. Do Ladakhu monsun nie dociera w ogóle. W Delhi nie jest to bynajmniej ściana wody. Bywają intensyne deszcze, ale bywa i kapuśniaczek. Statystycznie jest podobnie, jak w Polsce. Średni roczny opad w Polsce to 600 mm a w Delhi 790 mm.
Zieleń staje się żywsza i znika jej przybrudzenie. Spada temeperatura, po czerwcowym piecu jest to ulga, ale chwilowa natura wkłada nas do szklarni. Nie wiadomo co gorsze. Wszystko się lepi. Najlpeiej ubrać się w szorty i t-shirt z ramiączkami. Garnitury i długie spodnie są koszmarem. Uczucie jak w zbroi, którą trudno zdjąć. Do tego jest tak wilgotno, że nic nie chce schnąć. Dotykając gazetę ma się wrażenie, że ona zamokła i tylko została podsuszona. Podobnie książki robią wrażenie, jakby przechowywano je w wilgotnej piwnicy. Nigdy nie widziałem w antykwariatach stuletnich ksiażek. Nie wiem też, jak sobie radzą w archiwach.

Gleba pod Delhi jest bardzo mało przepuszczalna. Kiedyś w po dwugodzinnym deszczu w „dzikim” terenie pomiedzy Delhi a Gurgaonem w niektórych wąwozach zebrało się tyle wody, że sięgała po piersi.

Z drugiej strony w czasie deszczu nie ma uczucia nieprzyjemnego zimna, jak w Polsce. Jeżeli tylko odzież jest ospowiednio cienka, to można chodzić po deszczu.