Jakie Indie w XXI w?

Co przeciętny cudzoziemiec wie o Indiach? Odpowie zapewne Gandhi, Taj Mahal, święte krowy. I będzie miał rację. Bieda nadal jest przerażająca, znaczna część społeczeństwa nie umie czytać, ale dzisiejsze Indie to nie jest już  kraj świątyń i prastarej tajemniczej kultury, a raczej nie tylko To kraj, który posiada własny program kosmiczny, znakomite leki, gdzie skonstruowano robota do bardzo skomplikowanych operacji przy leczenia raka. Co szósty zatrudniony w ośmiu największych światowych firmach informatycznych jest Hindusem.

 

Muppies

 

Kiedyś będąc w Hyderabadzie, koło Char Minar, widząc zakwefione od stóp do głów muzułmanki zażartowałem, że pewnie juro pójdą one do biur i w modnych ciuchach siądą za komputerami.

 

Czy islam może być nowoczesny? W Indiach okazuje się, że może. Nie musi być zasilany milionami petrodolarów i objawiać się drapaczami chmur i wielopasmowymi autostradami. Okazuje się, że młodzi muzułmanie również potrafią byc silnie zorientowani na karierę obalając panujący jeszcze w latach dziewięćdziesiątych stereotyp rozgoryczonych, niewykształconych i bezrobotnych młodych ludzi.

 

31 letni Imran Khan, dzisiaj dyrektor Western India Metal Processors Ltd., przeżył wiele upokorzeń w szkole, potem ciężko pracował o przekształcił mały rodzinny biznes w miedzynarodową firmę. Nie był jedyny. Jego szkolnymi kolegami byli sławni dziś aktorzy Zayed Khan i Aeif Khan.

 

Za mężczyznami w tyle nie pozostają kobiety. Jeszcze dziesięć było nie do pomyślenia, aby muzułmanka naukowiec pracowała z mężczyznami niezmuzułmanami. Maksimum kariery dla dziewczyny z rejonu Starego Miasta w Hyderabadzie to był licencjat z pedagogiki. W wieku 20 lat większość z nich była już mężatkami. Pracownicy organizacji pozarządowych musieli odwiedzać rodziców, aby przekonać ich, że warto posyłać córki do szkół. Dziś muzułmanka Meher Tabassum pracuje w prestiżowym Bhabha Atomic Research Centre. 25 letnia Afsana, doradca inwestycyjny w miedzynarodowej korporacji, kiedy przychodzi do firmy najpierw zdejmuje burkę.

 

Posyłanie dziewcząt do szkół wymusza też „rynek małżeński”. Po prostu kawalerowie nie chcą niewykształconych żon.

 

Dziś wielu młodych muzułmanów jest wykształconych. Do dyspozycji mają system swieckich państwowych i prywatnych szkół w Indiach, ale także szkoły muzułmańskie. Od setek lat istneją medresy, tyle, że wiele się zmieniło. Część jest bardzo tradycyjna, ale nawet one oferują minimalny kursem angielskiego i obsługi komputerów, część uczy islamu po lekcjach w „zwykłej” szkole, zresztą podobne rozwiązanie pamiętamy z Polski, kiedy po lekcjach chodziło się na religię. Część, to natomiast nowoczesne szkoły, kończące się egzaminem po klasie XII, przygotowujące swoich absolwentów do studiów lub pracy we współczesnym świecie.

 

Istnieją i wyższe uczelnie muzułmańskie jak uniwersytet Jamia Millija Islamia w Delhi, czy Anjuman-e-Islam w Mumbaju (ze 100.000 studentów). Oferują one oczywiście kursy wiedzy o islamie, ale gross kierunków to kierunki politechniczne. Swoją droga władze uniwersytetu Jamia  Islamia wpadły na bardzo nietypowy pomysł walki z absencją studentów na zajęciach. Mianowicie postanowiły wysyłać maile do rodziców z informacją o obecności ich pociech. Ponieważ rok akademicki zacznie sie za kilka dni zobaczymy, na ile będzie to skuteczne.

 

Edukacja staje się priorytetem dla młodych muzułmanów. Ci młodzi wykształceni, posiadający dobrze płatne posady muzułmanie „dorobili się” przezwiska muppies.

 

W 1959 r studia (odpowiedznik naszego licencjatu) kończyło tylko 1% muzułmanów, przy średniej dla kraju 5%, w 2001 licencjatem może się wylegitymować 5% muzułmanów (srednia krajowa 12%). Wskaźnik analfabetyzmu spadł z 48% w r 1965 do 24 w 2001 (28 i 11 dla całego kraju).

 

Muzułmanie zdają sobie sparwę, że edukacja to ucieczka od biedy i zdają sobie sprawę, że pomoże im w tym nie teologia, a kierunki techniczne. Dystrykt Mewat pod Delhi, w stanie Haryana, 70% mieszkańców to muzułmanie, analfabetyzm 56%, co otwiera? Engineering college.

 

Na pewno jest jeszcze ogromnie wiele do zrobienia, pojawia się problem wykształconych bezrobotnych, ogromna jest jeszcze skala biedy, nadal koło Jami Masjid na Starym Delhi kobieta w koszulce na ramiączkach musi liczyć się z nieprzychylną reakcją, ale coś się dzieje.

 

 

Indie podbijają świat

 

Niedawno koncern Tata, o korzeniach sięgających brytyjskiego panowania w Indiach, kupił takie ikony rynku motoryzacyjnego jak Jaguar i Land Rover. Dla wielu ludzi w Europie nazwy takie jak Tata, Reliance, Ranbaxy, czy Mahindra nie brzmią jeszcze tak znajomo jak Ford, Shell czy Lloyds, ale nie wykluczone, że niedługo zapewne już będą. Wzrost znaczenia indyjskich firm międzynarodowych jest już przedmiotem dyskusji w gabinetach zarządów w USA i Europie. Przejęcia dokonywane przez firmy indyjskie finansowane są w znacznej mierze przez banki międzynarodowe. Oznacza to, że firmy indyjskie cieszą się zaufaniem, aby pozyskać fundusze, umiejętnością dokonania zakupu i możliwościami prowadzenia biznesu na wielką skalę.

 

W ciagu ostatnich kilku lat gospodarka indyjska rozwijała się niezwykle szybko, nieznacznie ustepując jednak chińskiej. Mierząc dochód narodowy metodą PPP Indie są już obecnie czwartą gospodarką świata, a wkrótce wyprzedzą Japonię ustepując tylko USA i Chinom. Połącznie wolnego rynku z protekcjonizmem i gospodarką regulowaną wydaje się skuteczne.

Krajowy GDP w r 2008 przekroczyl bilion USD, czyniąc Indie dziesiątą bilionową gospodarką. .

 

Główną przewagą konkurencyjną firm indyjskich są nadal koszty, ale już nie tylko. Znane firmy farmaceutyczne takie jak Ranbaxy czy Dr Reddy wydały na R&D po kilkanaście procent ich przychodu. Do tego dochodzi skuteczna polityka pozyskiwania klientów. Te cechy pozwalają im indyjskim stać się ważnymi klientami, partnerami handlowymi lub konkurentami największych światowych korporacji.

 

Co ciekawe „indyjska ekspansja” nie jest bynajmiej dziełem małej liczby firm, lub ogra­ni­cza sie do kilku sektorów – obejmuje ona wiele gałęzi przemysłu od farmaceu­tyków i telekomunikacji, samochodów i ich części po IT, farby i papier. To samo dotyczy miejsca inwestycji, które możemy znaleźć na wszystkich kontynentach od Japonii, po Nigerię i USA. Jednym z głównych miejsc lokowania inwestycji indyjskich są Chiny.

 

„Myśl o wielkości, działaj aby stać się wielkim” jest to obecna mantra indyjskich menedżerów i nie kończy sie bynajmniej tylko na marzeniach. Firmy indyjskie okazały się zadziwiająco dobrze przygotowane do ekspansji zewnetrznej. Zadecydowało o tym kilka czynników, przy czym najważniejsze tkwiły w nich samych.

 

Indyjskie spółki najbierw nabierały siły i wielkości na rynku krajowym, a nastepnie „wychodziły w świat”. Środki wypracowane w kraju pozwoalają wkroczyć na rynki zagraniczne, a zwiekszenie rynków zbytu pozwoliło na uzyskanie efektu skali.

 

Indie mają rozległe doświadczenie w usługach, dzięki czemu ich firmy miały do czynienia z rozmaitymi klientami w różnych miejscach.

 

Indyjską ekspansję w świecie ułatwia z pewnością liczna diaspora inyjska rozsiana po krajach byłego Imperium, jak również w USA i Kanadzie.  Hindusi stanowią najliczniejszą grupe cudzoziemców w Londynie. Indie wysyłają najwięcej studentów do USA, przewyższając Chiny, Japonię i Koreę.  Często podejmują oni pracę związaną z kierunkiem ich studiów. Oprócz wiedzy zdobywją znajomośc kraju i kontakty, które są potem nie do przecenienia w prowadzeniu międzynarodowego biznesu.  Ta grupa, to typowi „obywatele świata”, zupełnie swobodnie poruszający się w każdym praktycznie kraju, potrafiący tam pracować, budowac kontakty i poszukiwac klientów.

 

 

Niemniej obraz gospodarki kraju nie jest chyba jednak tak bardzo optymistyczny.

 

Obecne spowolnienie pokazalo, ze wzrost nie jest czyms danym raz na zawsze. Gdzie jest zatem kres? Kto płaci za rozwój kraju i jak długo będzie to trwało?  Pojawiają się napięcia społeczne.

 

Rosły ceny artykułw stanowiących podstawę wyżywienia znacznej części społeczeńtwa. Nie obniży to może znacząco poziomu wskaźników gospodarczych kraju, ale spowodować niepokoje społeczne już może. Rozwój społeczny kraju jest bardzo nierównomierny, do tego dochodzą przeludnienie i dramatyczne braki infrastruktury. Przede wszystkim rozwój gospodarczy nie przeklada się na wzrost zamożności społeczeńtwa, co spędza sen z oczu rządzących. Liczba milionerów wzrasta w tempie 12,8 % rocznie, a z drugiej strony ponad połowa społeczeństwa żyje za niewiele więcej niż 1 USD dziennie. Zorganizowany sektor gospodarki jest w stanie wykreować rocznie ok. 1 mln miejsc pracy, co w porównianiu z Europą jest wynikiem znakomitym, ale nie jest w stanie zaabsorbować ogromnego przyrostu naturalnego, szczególnie w biednych wartwach społeczeńtwa – ok. 20 mln rocznie. Wiekszość ludności nadal mieszka na wsi, gdzie zresztą przyrost ludności jest największy. Do tego w dużych miastach  znacznie podrożały nieruchomosci dodatkowo pogarszając sytuacje bytową znacznych grup spłeczeństwa. Wystepują też braki, bądź wysokie koszty wykwalifikowanych pracownikow, szczególnie w sektorze IT. Pamiętać musimy, że IT, to „motor” rozwoju nowoczesnych Indii, wysoki koszt, może spowodować, że usługi te po prostu zostana przeniesione do innych krajów, bądź nie będzie się ich opłacało wykonywać w Indiach. Nadal ogromna masa dzieci, szczególnie w rejonach wiejskich pozbawiona jest dostepu do edukcji na poziomie pozwalającym na podjęcie bardziej produktywnej pracy, a prawie połowa kobiet nie umie czytać. Dochód narodowy na osobę  nadal jest o połowę niższy chińskiego.

 

 

Co dalej?

 

Dotychczas indyjskie reformy koncentrowały się na wyzwoleniu przedsiebiorczosci z okowów nieprawdopodobnie rozrośnietej biurokracji, te proste rezerwy jednak szybko się wyczerpują, potrzebne są poważne zmiany strukturalne. Reform nie ułatwiał brak poparcia politycznego. Prywatni inwestorzy często obawiali się, że populistyczne działania władz mogą odebrać im zyski. Wybory w 2009 r, zmienily sytuacje. Rząd premiera Mamohana Singha otrzymal wotum zaufania od wyborców. Znacznie osłabło poparcie dla partii lewicowych i rząd przestał być ich zakładnikiem.

 

Niewątpliwie wąskim gardłem rozwoju kraju jest infrastruktura. Koszmarne drogi, gdzie trudno poruszać się szybciej niż niż 50 km/h, w podobnym tempie jadące pociągi ekspresowe i przede wszystkim braki energii.

 

Realizowane są wielkie projekty (gigaelektrownie, rozbudowuje się porty, drogi, linie kolejowe), ale i tak rynek bardzo daleki jest on nascenia. Według premiera Manmohana Singha sama infrastruktura w ciagu najbliższych kilku lat wymagać będzie inwestycji rzędu 320 mld USD. Sam sektor energetyczny będzie potrzebował inwestycji ok. 100 mld USD. Planuje się zwiększenie mocy elektrowni o 68.000 MW, w większości z elektrowni bazujących na węglu. Narodowy Program Rozwoju Gospodarki Morskiej przewiduje 276 projektów związanych z budową i rozbudową portów czyli ich mechanizację, modernizację, pogłębienie kanałów, porawe połączeń drogowych o kolejowych. Powiinno to zwiąkszyć ich zdolnośc przeładunkowa do 800 mln t do r 2011-2012. Przewidywane inwestycje „portowe” to ok. 12 mld USD.  Znakomicie funkcjonuje i ciągle jest rozbudowywane delhijskie metro. 3 lipca oddano otwarto na lotnisku im. Indiri Ghandi w Delhi wielki i bardzo nowoczesny terminal pasażerki.

 

Kraj posiada nowoczesną i dobrze zarabiającą klasę średnią, czy może lepiej nazwać ją klasą profesjonalistów. Co roku indyjskie uczelnie opuszcza 440.000 absolwentów kierunków technicznych, 300.000 absolwentów studiów podyplomowych i 2,3 mln absolwentów kierunków nie technicznych. Jeżeli nawet co czwarty znajdzie dobrze płatną pracę to i tak da to imponujaca liczbę 760.000.

Indie mają także atuty, których nie ujmują statystyki. Największym jest znakomita kadra menedżerska, z łatwością poruszająca się po świecie, zdolna sprostać wyzwaniom globalnej gospodarki. „Rodzinność” firm pozwala na realizowanie długoterminowych strategii. Sprawdza się również tradycyjny model rodziny wypracowany od wieków. Wzajemne wsparcie w rodzinie pozwala na realizowanie przedsięwzięć wymagających znacznych nakładów, skutecznie powala stosunkowo małym firmom wprowadzać indyjskie towary na rynki zagraniczne (często transakcje eksport – import dokonują się w rodzinie), a utworzone firmy zdolne są przetrwać przez wiele generacji.

 

Podsumowując możemy zacytować „The Economist” „The question is no longer whether India can fly, but how high …” Otwartą kwestią pozostaje, czy prąd wznoszący uniesie przy tym polskie firmy czy nie, ale to zależy w znacznej mierze od nas.

 

Opracował:

Włodzimierz Madziar

Za:

  1. 1. Businessworld
  2. 2. Times of India
  3. 3. The Economist
  4. 4. The Hindu Business Line