Delhi – X wieków Delhi

Delhi to z pewnością kwintesencja i serce Indii. Kiedy w 1857 r. zbuntowani żołnierze indyjscy w służbie brytyjskiej, sepoje, opanowali miasto, zwrócili się do króla Delhi o swoisty “patronat”. Tak wielki był autorytet dawnych władców Delhi, mimo ze wówczas nie mieli już żadnej realnej władzy i majątku, a stolicą brytyjskich Indii była Kalkuta.

 
IMG_3338

Delhi to ciekawe zabytki z przeszłości, jak licząca sobie ponad 2.000 lat Kolumna Asioki, Qutub Minar, artefakty cywilizacji Mohendżo Daro w National Museum, czy ruiny starych fortec. Delhi to gęsto zaludnione, niskozabudowane dzielnice o niezbyt wysokim standardzie, ale Delhi to też bardzo nowoczesne wieżowce Gurgaonu (formalnie to już wprawdzie inny stan) o ciekawej architekturze. Znajdziemy dzielnice biedy, ale i dzielnice bogactwa. Rowerowe riksze i salon Rolls-Royce’a. Trafiają się jeszcze na ulicach święte krowy, liczne (i uczęszczane) są świątynie rozmaitych bogów, ale uczelnie delhijskie jak Uniwersytet Delhijski, czy Indian Institute of Technology, to już inny świat. Typowo wschodnie bazary z najbardziej chyba tradycyjnym Rynkiem Przypraw w Old Delhi i bardzo nowoczesne shopping malle, chyba zresztą mniej ciekawe.

Mimo, że mieszkam tu od dziesięciu at, miasto nie przestaje mnie fascynować. Poza miejscami opisywanymi w przewodnikach, Delhi oferuje nieskończenie więcej. Widok chłopców grających w krykieta pośród starych, zapomnianych muzułmańskich grobowców skłania mnie zawsze do refleksji i  pytań, czy czują oni jakąś więź z ich budowniczymi, czy uważają się za spadkobierców wielkiej cywilizacji?

Można przejechać się „tradycyjnym” autobusem marki Tata, ale jest też znakomite metro, o długości linii prawie 200 km i jest moim zdaniem dużo lepsze i bezpieczniejsze od warszawskiego.

Delhi to też ogromny konglomerat ludzi i religii. Hindusi, Muzułmanie, Sikhowie, Tybetańczycy (buddyści), ludzie z Nord-Eastu, mnóstwo białych. Trudno powiedzieć, czy jest jakaś rasa lub nacja nie reprezentowana.

Tego wszystkiego można dotknąć. Na pewno, nie można powiedzieć, że Delhi to Indie. Ale Delhi to „Indie w pigułce”,  takie, jakie one są.

Na zwiedzanie Delhi należy poświęcić minimum 3 dni, choć można i wiele dłużej. Można „smakować” poszczególne miejsca.

Dzień 1.

Zaczynamy od Bramy Indii, stamtąd, jeżeli się da Raj Path (ulica defilad), pojedziemy do Pałacu Prezydenckiego (dawniej był to pałac wicekróla, na jego widok lord Mounbatten, ostatni wicekról Indii powiedział „Ach, jak cudownie być wicekrólem w Indiach”).

Następnie Muzeum Narodowe. Polecam zabytki Cywilizacji Doliny Indusu. Jest to jedyna taka kolekcja na świecie. Kulturę tą odkryto w latach 30-tych XX w. Przed wojną Anglicy nie zdążyli jej wywieźć do British Museum, a potem nie było jak. Muzeum jest klimatyzowane, więc jest też miłym przerywnikiem.

W pobliżu znajduje się Grobowoec Humajuma. Jest to pierwowzór Taj Mahalu, miejsce ostatniego spoczynku Humajuna (1508–1556), władcy Indii z dynastii Wielkich Mogołów (1530–1540, 1555–1556). Budowa grobowca rozpoczęła się w 1564 i trwała do 1572r. Pracami budowlanymi kierowała wdowa po Humajunie, Hamida Banu Begum. Grobowiec reprezentuje wczesny styl architektury Mogołów, łączący sztukę indyjską z sztuką perską, który ewoluując w późniejszym okresie przyczynił się do stworzenia Tadź Mahal w Agrze.

Jeżeli nie będzie poganiał nas nadmiernie czas, to wejdziemy do dzielnicy muzułmańskiej Nizamuddin. Do dziś jest to miejsce bardzo łagodnego i tolerancyjnego islamu sufickiego.

Następnie poprzez brytyjskie New Delhi (jak niektórzy wolą mówić lutjensowskie, od nazwiska głównego architekta Edwina Lutyensa) pojedziemy do Lodhi Garden. Jest to piękny park z grobowcami władców z dynastii Lodhi (poprzedników Wielkich Mogołów, pokonanych i usuniętych przez nich). Obok Lodhi Garden mieści się popularne centrum sklepowe Khan Market. Proponuję je odwiedzić ze względu na Fabindia (państwowy sklep tekstylny, indyjskie zwesternizowane wzory, dobra jakość i przyzwoite ceny) i księgarnie. Jest tam też kilka restauracji.

Wieczorem pojedziemy do świątyni sikhijskiej, czyli gurudwary Bangla Sahib. Jest to niezmiernie sympatyczne miejsce. W gurudwarze każdy niezależnie od wyznania dostanie nocleg i coś do jedzenia, ale nie radze w ten sposób poprawiać budżetu. Wygody będą ograniczone, choć jedzenie jest dobre.

Dzień II – Stare Delhi

Czerwony Fortu – osobiście go nie polecam, ponieważ ten w Agrze jest ciekawszy. Ale to stąd 15.08.1947 r Nehru wygłosił słynne słowa „Dziś, gdy cały świat śpi, Indie budzą się”.

Stamtąd przejdziemy się (lub pojedziemy rikszami rowerowymi, co gorąco polecam) poprzez Chandni Chowk (to chyba najbardziej indyjska ulica w Indiach, a na pewno najsłynniejsza) na Spice Market (rynek przypraw). Tu najbardziej czuje się Wschód, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu na Rynku Przypraw na Starym Delhi. Mieści się w starej haveli (duży budynek z dziedzińcem pośrodku), której właściciel niegdyś zbankrutował i zamienił swój pałac na rynek. Wszędzie wory pieprzu, cynamonu, chilli i innych przypraw. Kulisi, ubrani jak sto lat temu, noszą je, ładują na dwukołowe, bardzo długie wózki i ciągną w sobie tylko wiadome miejsca. Pojemność takiego wózka, to osobna historia, prawdopodobnie dorównuje dobremu pick-upowi. Jedyną koncesją na rzecz nowoczesności są kalkulatory i telefony, a komputery nie zdołały zastąpić tradycyjnego targowania się. Zapach przypraw jest tak silny, że uczestnicy i obsługujący rynek muszą mieć zakryte kawałkiem tkaniny usta.

Dalej zobaczymy rynek ślubny, rynek srebrny, odwiedzimy świątynie jinijską i udamy się do Meczetu Piątkowego (Dżami Masdżid, Jamia Masid) zbudowanego latach 1654-1658 przez budowniczego Taj Mahalu  władcę mogolskiego Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów. Jest to największa muzułmańska budowla sakralna w Indiach.

Nazwa budowli nawiązuje do tradycji budowli sakralnych w islamie. W każdej miejscowości gdzie zamieszkiwała społeczność muzułmańska budowano jeden centralny meczet na tyle duży, aby pomieścić w nim całą gminę w czasie obowiązkowych, piątkowych modlitw. Budowla taka zwana była najczęściej dżami lub al-masdżid al-dżami. Z myślą o modłach codziennych budowano znacznie mniejsze świątynie (masdżid).

 

W pobliżu meczetu można posilić się w jednej z najsłynniejszych restauracji Indii Kharim. Jest ona bardziej sławna niż nasz Wierzynek, choć znacznie tańsza i bardziej tradycyjna.

Ze starego Delhi pojedziemy na północ do Wioski Tybetańskiej. Mieszkają tam uchodźcy, który opuścili Tybet po krwawym stłumieniu przez Chiny powstania  Tybetańczyków w 1959r. Dalajlama uciekł do Indii, gdzie wkrótce dołączyło do niego tysiące uciekinierów. Dziś z tradycji pozostało już niewiele. Tradycyjne okna, flagi modlitewne, nieco pamiątek. Warto zobaczyć buddyjską świątynię. Jak na ironię na bazarze większość przedmiotów jest „made in China”.

Wracając pojedziemy przez Ridge, gdzie zobaczymy park z sympatyczną kolonią małp o  Kolumnę Asoki (Ashoka Pillar). Są to kolumny zbudowane w III w p.n.e. przez cesarza Asiokę (Ashoka) z dynastii Mauriów (Maurya).  Na kolumnach wyryto inskrypcje „on życiu godziwym”, jak również informacje o samym władcy. Nieco poniżej znajduje się Mutiny Memorial, czyli pomnik żołnierzy (Anglików, Muzułmanów, Sikhów i Hindusów) , którzy polegli w 1857 r podczas osbijania Delhi przez Anglików z rąk powstańców. W 1857 r w tym miejscu stała bateria, która ostrzeliwała Bramę Kaszmirską i wybiła w murach wyłom, przez który wojska angielskie wdarły się do miasta. Jeszcze niżej znajduje się cmentarz, na którym leży zdobywca Delhi Brigadier-General John Nicholson (11 December 1822 – 23 September 1857). Łatwo tam zobaczyć, jak ulotne było życie Anglików w Indiach, liczne groby dzieci, warto spojrzeć na wiek zmarłych. Zobaczymy też ghat kremacyjni, gdzie wg. rytuałów hinduistycznych dokonuje się kremacji zmarłych.

Wieczorem, jeżeli będzie coś interesującego pojedziemy do Indian Habitat Centre, gdzie  niemal codziennie odbywają się przedstawienia klasycznego tańca indyjskiego czy koncerty muzyki indyjskiej.

Dzień 3. – Delhi południowe

Rano wymeldowujemy się z hotelu i jedziemy poprzez dzielnicę ambasad do Birla Mandir lub  Malay Mandir (świątynie hinduistyczna), a następnie do Qutub Minar.  Jest to minaret wzniesiony w XIII w. z czerwonego piaskowca, o wysokości 73 m, średnicy 3 m u szczytu i 14 m u podstawy. Na całej wysokości zdobiony żłobieniami. Został wzniesiony jako część pierwszego meczetu w IndiachKuwwat-al-Islam. Jego budowę zainicjował muzułmański zdobywca miasta Kutb-ud-din-Ajbak (od 1206 pierwszy sułtan Delhi)  pod koniec XII w. Do tego czasu miastem zwanym wtedy Qila Rai Pithora rządził radźpucki klan Ćauhan,  w  1192 roku ostatni władca indyjski, książę Radźputów Prithwiradź Ćauhan (1162-1192) zginął po zdobyciu miasta.  Od tego czasu dla miasta zaczął się czas panowania muzułmanów, który trwał do 1857 r.

Qutub Minar poza swą funkcją religijną pełnił także rolę wieży strażniczej i był swego rodzaju pomnikiem zwycięstwa. Zyskał sobie sławę miejsca ulubionego przez samobójców.

W pobliżu Qutub Minar znajduje się ciekawy rynek kwiatów, gdzie sprzedawane są kwiaty, którymi przyozdabia się posągi bogów i Mehrauli Archeological Park z najciekawszą studnią schodkową, czyli baoli. Będzie też okazja zobaczenie przysłowiowej indyjskiej biurokracji.

Ale dość zabytków. Metrem pojedziemy do Gurgaonu i z powrotem. Ta akurat część trasy biegnie po estakadzie, więc będzie można się przyjrzeć najpierw niesłychanie kosztownym farmhausom a potem zobaczyć Indie XXI w.

Dzielnice biedy i dzielnicę bogaczy zobaczymy w jeden z w/w dni stosownie do tego, jak pozwoli nam czas. Zakupy proponuję pierwszego i drugiego dnia

Niestety jest mała szansa, aby starczyło nam czasu na Tughlaqabad. Turyści rzadko odwiedzają ruiny fortu Tughlaqabad. Podobno w czasie jego budowy robotnicy chcieli pomóc słynnemu derwiszowi w budowie studni. Jednak  sułtan Ghiyas-ud-Din Tughlaq, który nie był  bynajmniej dobrotliwym władcą, zabronił im tego. Derwisz przepowiedział, że w nowym mieście będą zamieszkiwały jedynie szakale, węże i rozbójnicy. Władca został wkrótce zamordowany przez własnego syna, a budowy nigdy nie ukończono. Największe wrażenie, kiedy patrzymy na ogrom fortecy, wzbudza świadomość, że zbudowano ją w przeciągu 5 lat, w czasach Władysława Łokietka, kiedy Kraków czy Gdańsk były drewnianymi grodami.

Zostało jeszcze wiele miejsc do zobaczenia, ale trudno poświęcić na Delhi całe wakacje.