Hyderabad

To piękne miasto, sporo zieleni, ale łączy on w sobie Indie bardzo tradycyjne hinduskie, fundamentalistyczne muzułmańskie i XXII w. O ile Bangalore słynie z IT, to Hyderabad też, ale bardziej z badań medycznych i farmacji. To jest poziom naukowy, o którym w Polsce nawet nie mamy co marzyć. Niestety ten Hyderabadu XXI w trudno zobaczyć, a to głównie dlatego, że tam nie ma wstępu. Zresztą ważne tu są nie tle ciekawe architektonicznie budynki ze stali i szkła, ale labolatoria.

W świecie filmowym Hyderabad znany jest jako Tollywood, ponieważ tu znajduje się największa wytwórnia filmów w telugu.

a przyjemniejszy klimat od Delhi (leży wyzej). Nie jest tak gorąco latem i dużo cieplej zimą. Z Hyderabadem wiąże się wiele mniej lub bardziej prawdziwych opowieści. W pewnym sensie tu właśnie Brytyjczycy po raz pierwszy mocno stanęli w Indiach (Kalkuta już istniała, ale była jedynie niewielkim fortem). Losy jednego z rezydentów brytyjskich (Kikpatricka) w Hyderabadzie Wiliam Darlympe opisał w swojej książce „The White Moghuls” (Biali Mogołowie), gdyż były to jeszcze czasy, gdzie bariera pomiędzy Europejczykami, a mieszkańcami Indii była znacznie słabsza.  W czasach brytyjskich nizamowie Hyderabadu słyneli ze swojego bogactwa, całe konwoje Rols Royceów, diamentowe przyciski do papieru, worku palonych zbutwiałych brytyjkich funtów, itd.. Byli oni jednymi z 4 najwyżej cenionych władców indyjskich. Przysługiwał im salut z 21 dział. Szczególnie w pamięci utkwił ostatni nizam. Był ponoc niebywale skąpy. Kiedys wezwał kilku szwajcarskich jubilerów, aby oszacowali jego bogactwo, ci przez tydzień tylko wstępnie oglądali przynoszoną im kolekcję, a następnie zarządali pół roku. Usłyszeli „Jego Wysokosć jest zbyt ubogi, aby przez półroku żywić siedmiu darmozjadów”. W 1947 r Nizam ogłosił niepodległość. Formalnie miał do tego prawo, nie przewidywano pytania o zdanie jego poddanych. Niestety – Nehru miał inne zdanie. Poparł je wysłaną do Hyderabadu dywizją pancerną. Nizam był bogaty, ale nie miał ani jednej armaty. Wylądował w więzieniuw celi dla niedotykalnych, a Hyderabad stał się częścią Unii Indyjskiej. Niepodległość państwa Hyderabadu trawała 1 rok
Przede wszystkim należy zobaczyć Charminar i Golcondę. Resztę jak się da
Ciekawe jest jezioro Hussain Sagar

Nad Hussain Sagar warto przyjechać w nocy, kiedy Buddha podświetlony jest reflektorami i robi się chłodniej. Jest to sporo jadłodajnist
>Następnie ng> (Cztery Wieże). Charminar został zbudowany w 1591 roku przez Qutb Shahi po opanowaniu epidemii dżumy. Jest wizytówką miasta. Wieże mają 56,7 m wysokości. Jest to najlepszy punkt widokowy na starówkę w Hyderabadzie. Stąd roztacza się widok na zatłoczony Lad Bazar, na którym ponoć można kupić wszystko od sari po prawdziwe perły.

Właśnie z pereł słynie rejon Charminaru. Co ciekawe – Hyderabad nie leży nad morzem, a od dawna słynął z pereł. Może dlatego, że miejscowa arystokracja miała dośc srodków aby je kupowac i stad stał się ważnym centrum handlowym tych kamieni. Można kupić sznu za całkiem niezłe pieniadze. Za 1000 INR, to już są całkiem ładney. Oczywiście są to perły hodowlane (tzw. fresh water), gdyż te dzikie kosztują 10 razy tyle. Niemniej sa bardzo ładne. Jest ich też dużo sklepów jubilerskich. Dają nawet certyfikaty.

W sąsiedztwie Charminar znajduje się Mecca Masjid. Podobno centralny łuk meczetu został zbudowany z cegieł przywiezionych specjalnie z Mekki. Ponoć jest to drugi co do wielkosci meczet w Indiach, ale o wiele sympatyczniejszy niż ten w Delhi.

>Golconda.

Jest to twierdza, 11 km od Hyderabadu, która wznosi się 122 metry ponad równinę.Pierwszy fort wybudowano tutaj w XII wieku, według legendy młody pasterz natknął się tutaj na bożka, którego zabrał do króla. W miejscu zdarzenia został wybudowany fort nazwany Golla Konda (Wzgórze Pastuszka). W 1512 roku Golkonda została niepodległym państwem (muzułmańskim), niezależnym od kontrolującej w tym czasie znaczną część Indii dynastii Lodhi. Fort przebudowano, a przy nim powstało nowe miasto. Wzniesiono tu wiele budynków reprezentacyjnych, w tym pałace i meczety, oraz budynki służące użyteczności publicznej. Miasto posiadało system rur, za pomocą którego doprowadzano wodę do budynków oraz fontann.

Twierdza posiadała potężne mury, częściowo z granitu, o długości około 11-12 km strzeżone przez 87 bastionów. Odniosłem wrażenie, że Minas Trith we „Władcy Pierścieni” był wzorowany właśnie na Golcondzie.

Forteca posiadała ogromne znaczenie ze względu na centralne położenie i bliskość kopalń diamentów, chociąż w niej samej kopalń nie było. W okresie swojego rozkwitu przydającego na XVI-XVII w. miasto słynęło ze swojego bogactwa. Droga wiodąca do Hajdarabadu stała się ulicą handlową, gdzie sprzedawano diamenty oraz biżuterię wyrabianą przez okolicznych rzemieślników

Ale „nie mury bronią” i fortyfikacje nie zdołały obronić miasta przed cesarzem Aurangzebem (panująca w Delhi dynastia Mogołów, ten co uwięził Shah Jahana, jeden z synów Mumtaz Mahal, której grobowcem jest taj Mahal). Po ośmiu miesiącach oblężenia Golkonda poddała się (zdradziła część załogi, popularna, jeśli nie podstawowa metoda odnoszenia zwycięstw w Indiach) a  Aurangazeb mógł wznieść koleją  Bramę Zwycięstwa (Fath Darwaza).

W zbrojowni znajduje się wielki kamień – jedynie mężczyźni, którzy mieli dość siły aby go unieść zostawali żołnierzami. Nie wiem tylko, której armii, obrońców, czy zdobywców.

Warto wejść na sam szczyt do Królewskiej Sali Audiencyjnej – jest wysoko, stopni nie wiadomo ile, ale „zyskujemy” widok na Hyderabad.

Legenda uczyniła Golcondę”diamentowym miastem”, ponieważ w pobliżu znajdowały się kopalnie kamieni szlachetnych. W języku angielskim funkcjonowało nawet określenie Skarby Golcondy, a w polskim słowniku tez można zleźć takie określenie, jako coś w rodzaju Eldorado.

Warto na pewno zobaczyć Cyber Hi-Tech City. Tam już są inne Indie. Niestety nie zobaczy się wiele. Budynki maja ciekawą archtekturę, ale na teren kompleksów nie wolno wchodzić. Natomiast warto naocznie zobaczyć, że takie Indie też istnieją, choć przybywa takich komplesów i w innych miastach.

Te powyższe miejsca, to jakby kwintesencja Hyderabadu, ale jest kilka innych ciekawych. Niektóre, to bardzo ciekawe archtektonicznie budowle, ale właściwie można je oglądać tylko z zewnatrz, poniewaz mają zdecydowanie niemuzealne przeznaczenie i ograniczony dostęp. Niemniej dobrze je zobaczyć nawet z zewnątrz, jak np. Legislative Assembly.

Warto też zobaczyć kolekcję klejnotów nizama Hyderabadu (ponoć była znacznie większa, ale część się „zdematerializowała”). Dziament są faktycznie wielkie, ale biżuteria niezbyt mi się podobała. Za ciężka, a pierścienie bardziej przypominały kastety niż ozdoby.

Transport –  jak wszędzie w Indiach. Jest podmiejska kolejka, ale kiedyś miałem poważny problem i się kompletnie zniechęciłem do niej.