Darjeeling – Dardżyling

Darjeeling (Dardżyling) teoretycznie ma wszystko, miły umiarkowany klimat, łagodne góry wokół i widok na Wielkie Himalaje, w tym ośmiotysięczniki z Kanczendzongą (Kanchendzonga) (8598 m), malownicze plantacje herbaty, buddyjskie klasztory i hinduskie świątynie, a także kolonialny splendor.

Ponadto Darjeeling to „brama” do Sikhimu, ewentualnie Nepalu, jezeli ta droge wybierzemy.  Atrakcyjności dodaje pnąca się serpentynami malownicza górska kolej wąskotorowa.

To chyba ztąd Anlicy po raz pierwszy zobaczyli Mt. Everest.

Czyli wszystko, co najciekawsze w Indiach w jednym.

Jeżeli mamy szczęście, to to wszystko zobaczymy.  Jeżeli …, ponieważ nie jest tak prosto.  Zobaczenie ośmiotysięczników wymaga dobrej widoczności, a ta nie zawsze jest, a raczej częściej chyba jej nie ma.  Niezbyt stabilny klimat powoduje, że okres dobrej widoczności jest krótki, częste mgły nie nie pozwalają „zagwarantować” widoku Himalajów, szczególnie, kiedy przyjeżdza się na krótko.

Plantacje herbaty są doskonałym miejscem do spacerów i małych trekingów, ale trzeba sporo odejść od miasta, a ponadto z jednej strony ciągną się tereny wojskowe.

Tor kolejki wąskotorowej został uszkodzony przez osuwisko i używany jest jedynie odcinek w pobliżu miasta, co nie zmienia faktu, że jazda nią jest bardzo interesująca.

Niewiele dziś zostało też z kolonialnego splendoru. Jest jeszcze „The Mall”, ale ciekawych masywnych poangielskich budynków najprawdopodobniej było dużo mniej niż w Shimli (to jednak Shimla była letnią stolicą i przeważały pewnie konstrukcje  drewniane),

do tego część jest w kiepskim stanie, a wszystko zalewają współczesne niedbałe konstrucje, które czasem jedynie masywność broni przed epitetem „budy”. Ta właśnie współczesna zabudowa ze swoim hałasem i nieporządkiem „pokrywa” i psuje wszystko. Można sobie wyobrazić, że w czasach angielskich stały gdzieniegdzie bungalowy,  często drewniane, a bujna roślinnośc sprawiała wrażenie wielkiego ogrodu z widokiem na góry. Ponadto Anglicy przyejżdżali tu na dłuzszy czas, więc mieli większą szanse ‘trafić” na dobrą pogodę.

Słynny w mieście był Planters’ Club. Właściwie to był czynny przez może 10 dni w roku, kiedy na Boże Narodzenie zjeżdżali się plantatorzy herbaty.  Ale tak naprawdę była ich garstka, wszystkich plantacji było moze z 80.

Dziś jeden z hoteli przy Mallu jest w fatalnym stanie (na szczęście to widać wewnątrz), a szkoda, inny, dawniej chyba klub dziś zamieniony w pięciogwiazdkowy hotel, też nie jest za bardzo dostępny.

Do tego dochodzi pewne oddalenie, z Delhi trzeba albo dolecieć samolotem, albo dojechać pociągiem (około doby), a na najlepszy pociąg trudno o bilety. Co innego, kiedy ktoś zamierza zwiedzac wschodnie Indie, wtedy Darjeeling jest jak najbardziej „na trasie”.

Niemniej Darjeeling nadal jest ciekawy.

Na Mallu znajdziemy nieco interesujacych sklepów, księgarnie, sklepy z herbatą (wszak z herbaty właśnie Darjeeling jest słynny), nieco restauracji  czy jadłodajni, ale całkiem interesujacych i różne różności.

Swoisty klimat stwarzają buddyjskie klasztory. Jest ich kilka. Nie są one może tak tajemnicze, jak te z „Tomka na tropach Yeti”, w większości nie są też wielkie, ale są autentyczne. Turystom nie stawia się ograniczeń, ale też nikt się nie przejmuje nimi.

Popularny jest Ghoom Monastery, ponieważ znajduje się przy drodze prowadzącej z Tiger Hill (gdzie można ogladać wschód słońca ponad górami, czli „zapalanie szczytów”.)

Inny bardzo ciekawy jest na wzgórzu przy Mallu. W pierwszej chwili przypomina kompleks hinduskich świątyń nepalskich.  Ale siedzący w nich mnisi wyglądaja ewidentnie na buddystów, buddyjskie sa też niezliczone choragiewki modlitewne. Co jest? Pytam mniecha i okazuje się, że klasztor, czy raczej cały kompleks jest faktycznie hinduski, ale użyczany też buddystom. Znakomity przykłąd religijnej tolerancji i wzajemnego poszanowania.

Niedaleko, według przewodników, ale nachodziliśmy się solidnie jest Bhutia Busty Monastery, gdzie przechowywana jest tybetańska Księga Zmarłych.

O ile ogrody zoologiczne w Indiach nie robia dobrego wrażenia, to tutaj jest inny. Może dlatego, że jest wkomponowany we wzgórze.  Większość zwierząt to „miejscowi”, ale dlatego też nie trzeba było wznosić dla nich nic specjalnego. Wystarczają płoty i właściwie jest środowisko naturalne.

Można przejechać się kolejką linową ponad plantacjami herbaty, a potem zrobić sobie spacer z powrotem i w ogóle godzinami chodzić po herbacianych polach.

Atrakcyjna jest przejażdżka kolejką wąskotorową. Pociąg jedzie wolno, czasami „robi” tak ostre zakrety, że aż trudno uwierzyć, że pociąg to potrafi. Stragany i sklepy stoja tak blisko, że towary można ściągnać podczas jazdy, radzę jednak od razu trzymac pieniadze, aby zapłacić.

Jak długo Darjeeling będzie jeszcze atrakcyjny – trudno powiedzieć.  To włąśnie tu czuje się nadmierny przyrost populacji. Niestety tych blaszano-ceglanych bud będzie przybywało, będa anektowały one coraz to nowe tereny. Poza Mallem czuje się tłum i hałas. Wszystkie ciekawe rzeczy są wspaniałe, jeżeli dodamy do nich widok Himalajów. Bez nich miasto gaśnie.

Niestety dziś Darjeeling to loteria.