Dżumę cholerą – Walczymy z korupcją likwidujemy pieniądze

 

 

Tematem ostatnich dni w Indiach jest wycofanie z obiegu banknotów 500 i 100 INR.Sprawa została opisana w naszym portalu, ale nie jest taka prosta. Teoretycznie łatwa operacja (raptem wymiana 2 banknotów) może mieć poważny wpływ na politykę, i gospodarkę Indii. Od znajomych w Delhi i Manipurze nie słyszałem o wielkim pandemonium, ale lekko nie jest. Czeęsto kilkugodzinne kolejkii przed bankomatami, z których można wypłacić maksymalnie 2000 INR dziennie  (od dzisiaj 2.500), a często nie mają one dostatecznych zapasów banknotów.Ludziom kończą się pieniadze, ruszyli do banków i poczt, potworzyły vsię więc długie kolejki.Wprowadzono nowe banknoty o nominale 2.000INR, ale s a one tej samej wielkości, co banknoty 500 INR,wiec bankomaty nie potrafią ich odróżnića do tego ju   z pojawiły się fałszywki Również turyści sygnalizowali mi,  ze mieli problemy. ,Nie ma formalnych ograniczeń dla transakcji bezgotówkowych, można używać czeków, Demand Draft czy elektronicznych transferów w bankach Widzimy klasyczny przykład, jakie konsekwenkcje mogą mieć zaniedbania z poprzednich okresów. Warto więc przyjrzeć się choć powierzchownie polityce monetarnej Indii.

 

Oficjalną przyczyną wycofania banknotów miała być walka z korupcją.To właśnie w tych banknotach skorumpowani urzędnicy przechowywali ponoć gigantyczne sumy.Oczywiście korupcja to modny temat i Indie postrzegane są jako kraj skorumpowany. Na walce z korupcją wypłynął Kejrival, symbolem AAP stała się miotła do wymiatania korupcji.. medialnym ucieleśnieniem korupcji stały się igrzyska Commonwealthu w 2010 r, gdzie budżet przekroczono 10-krotnie.korupcja w Indich ma swoje cechy, czasem nawet nie jest zbyt droga, ale szcególnie denerwuje jej „dzikość.”  Do prysłowiowej „szewskiej pasji doprowada fakt, że nawet zwykły boy w hotelu stara się coś urwać dl siebie. Np. robotnicy wykopują rów przy wjeździe do firmy. Nie mogę go sam zasypać, ale muszę zapłacić, aby w końcu to zrobili, poniważ inaczej nie wjadę do własnej firmy. Prysłowiowym w Delhi stał się widok lasów kilkunastopietrowych apartamentowców, kiedy ponoć od wielu lst nie wydano ani jednego pozwolenia na budowę.

 

Sczytem absurdu stało się pojawienie się koników na kolejch i walka z nimi. Sprzedają oni bilety po mocno zawyzonych cenach, a Ministerstwo kolei wymyśla coraz to nowe sztuczki, aby to konikowanie ograniczyć.  Na razie najprostsze rozwiązanie, czyli zwiększenie podaży biletów, aby starczyło dla wszystkich nie jest możliwe.

 

Obywatele są zapewniani, że ich pieniadze są bezpieczne.. Ale poza marchewką pojawił się i kij. Mianowicie gotówkę nsleży zadeponować w bankach i na poczcie w ograniczonym czsie i przy tym  należło bedzie się rozliczyć, skad się ją posiada, czyli pokazać zeznania podatkowe. Jeżeli ktoś nie bedzie potrafił się rozliczyć, to kara moze wynosić nawet 200%

 

Poza walką z korupcją cele mogą być inne.

 

 

 

Walka z fałszerstwami banknotów

 

Indie od długiego czasu oskarżają Pakistan o wprowadzanie do ich obiegu fałszywych banknotów, głównie 500 INR, często y pryjął.przez Nepal. Od kilku lat zresztą w Nepalu nie można było używać banknotów 500 i 1000 INR, a szczególnie 1.000. Ze qwzględu,  ze dotyczyło to tylko jednego kraju, nją. ie było zbyt dokuczliwe, zreszt a awsze znalazł się sprzedawca, który te banknoty przyjął

 

Banknoty 500 INR wydają się łatwe do podrobienia. Może jak dawne 100 zł przed denominacją. Daleko im no naszych 50 czy 100 PLN.

 

Wpływy budżetowe – Przesunięcie pieniędzy do banków i poczt spowoduje, że znacznie większa czść gospodarki zostanie sformalizoana(dziś mówi się o sektorze zorrganizowanym i niezorganizowanym) i znacznie trudniej będzie wymykc się organom skarbowym. Na dziś większość transakcji odbywa się metodą „z ręki do ręki czyli Idealny układ dla uniknięcia VATu , podatków obrotowych itd. Przejście do gospodarki zorganizowanej.zwiększy wpływy budżetowe. Choć, gdy gospodarka sformalizuje się nadmiernie może nastąpić wzrost cen, gdy podatki zaczną się nakładać.Na dziś w Indich nie używa się kas fiskalnych, jak w Polsce. Posstawowa stawka VAT to 12,5%. Czyli znacznie mniej niż u nas. Również w przypadku podatków dochodowych więcej wydatków można spisać w koszty.

Indie mają natomiast całkiem ciekawe instrumenty walki z korupcją.

Np:

  1. Można złozyć skargę, jeżeli urzędnik domagał się łapówki
  2. Można oskarżyć osobę (i czasem kończy się to wyrokiem skazującym), jeżeli jej stan posiadania nie zgadz się, czyli jest zbyt wysoki w stosunku do dochodów. Takie rozwiazanie zostało w swoim casie wyśmiane i zarucone w Polsce
  3. Banki pełnią do pewnego stopnia funkcje policyjne, choć to akurat „wypycha pieniądze poza „zorganizowany” obieg.
  4. Ograniczone jest zatrudnianie członków rodziny
  5. Sporo spraw w urzedach można załatwiać elektronicznie, kontakt z urzednikami staje się ograniczony.

 

Inną kwestią jest, na ile narzędzia walki z korupcją się wykorzystuje.Nie jest wielką filozofią stwierdzenie, że najlepszym sposobem walki z korupcją  jest usówanie okazji do niej. a dzieje się coś zupełnie odwrotnego. Typowym przykładem jest wprowadzenie obowiązku podawania na pudle nazwy producenta, co nie każdy importer sobie życzy. Ztrzeba pisać pismo do urzędu celnego i wyjaśnić. Zurzednik moźe pryjąć argumenty eksportera lub nie, całkowita uznaniowość Latami trzeba czekać na paszport. Przykłady pewnie można mnożyć.”Organizację” finansów utrudnia niedowład bankowości. Mimo szumnych akcji typu konto dla każdego” kontakt z indyjskim systemem bankowym kosztuje dużo nerwów.Pracownicy są słabi i nie nastawieni na wykonywanie zadań. Aby otworzyć konto, trzeba prygotować sztapel dokumentów. Akiedyś zapytałem w jednym z banków jakie. Młoda dziewczyna wymienia je z szybkością, że nie jestem w stanie zapisać. Ona nie frustruje się bynajmniej, że nie wykona planu zakładania nowych kont, ale się śmieje. Jest wyraźnie dumna, że w jej banku trudno założyć konto.  To tak, jakby mieć najwyższą cenę na towar i plan sprzedaży. Do tego dochodzą liczne sprawdzenia.  I szukanie niezgodności z uporem godnym lepszej sprawy.Było to ze 3 lata temu. Zakładaliśmy konto. Wynajmującym nasze mieszkanie była moja żona,, więc ja już nie mogłem założyć konta., poniewż  legitymoeałem się innym dokumentem niż żona. Nie chcieliśmy zaciągać żadnych długów, odwrotnie, chcieliśmy wpłacić jakieś pieniądze.

Można liczyć, że z czasem nastapi usprawnienie i odbiurokratyzowanie bankowości.  Prawdopodobnie załatwią to banki zagraniczne. Popularniejsze robi się płacenie przez internetW zasadzie działa to tak jak w Polsce.

 

Dziś bardzo słabo działa system płacenia kartą Można to zrobić w sklepie wielkości naszej Biedronki, ale za przysłowiowy chleb czy banany kartą się nie zapłaci Zresztą mając banknot 500 INR rano raczej nic na sniadanie się nie kupi. Chleb tostowy kosztuje 41 INR, więc sprzedawca zażąda drobnych.

 

Unieważnienie części banknotów`może oznaczać też ściągnięcie pewnych kwot pieniedzy z rynku. Teoretycznie powinno to ograniczyć inflację (mówiono o szansie na spdek cen mieszkań), którą udaje się utrzymać na razie w „zdrowych” granicach, ale na jak długo?  Trochę za bardzo prypomina to ukrytą wymianę pieniędzy.  Wadą takiej operacji jest, że można to zrobic tylko raz na bardzo długi czas.W odwodzie trzeba mieć cud gospodarczy Erkhharda. Modi radzi sobie nieźle, ale takiego odwodu nie ma.

Cała ta operacja unieważniania banknotów może mieć bardzo widoczny skutek propagandowy i mniej wyraźny, sle dalej sięgajacy ekonomiczny. Propagandowo można sprawę wygrać, znajdzie się kilka danych o ograniczeniu korupcji, znajdzie się parę informacji o „puszczeniu a skarpetkach paru czarnych charakterów i można głosić sukces. Najważniejsze będzie uniknięcie „wpadki”. Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, gdyby doszło do jakiejś bijatyki pod bankomatami i padły ofiary. W Indiach podobne rzeczy zdarzają się nierzadko. Wystarczy spór o miejce do parkowania, jest tłum, napięcie rośnie, sięga się po kamienie i są ofiary.Gdyby tak się stało, to w jakiś sposób zostało by to zapamiętane i “hipoteka” rządu obciążona Mniejmy nadzieję, że tak się nie stanie.

“Wymiana Pieniędzy 2016 nie poprawi turystycznego wizerunku Indii, tym bardziej, że rząd zaliczył już kilka strzałów w stopę na tym polu.Na szceęście dla Indii jest to kraj wystarczająco atrakcyjny, że możemy to potraktować jako drobny szczegół i koleją przygodę

Włodzimierz Madziar

Płace w Indiach

Panuje powszechne przekonanie, że płace w Indiach są niskie, że jest to tani kraj, ale to nie jest takie proste. Tania jaest praca niskokwalifikowana, a ponadto jest ona tak tragicznej jakości, że jej taniość staje się bardzo problematyczna.Albo trzeba ją bezustannie osobiście nadzorować, albo zatrudniać nadzór. Taki nadzór niestety pożre to co osczędzi się na pracy.

O pracownika jest trudno. Ktoś zmyślny, co poprowadzi biuro już kosztuje snacznie więcej. To już są polskie płace, a nawet wyższe (4-5 tys PLN). Absolwent collegu inżynieryjnego może mieć problem z prostym rysunkiem technicznym, nie wspominając o obliczeniach.

Dla ułatwienia proponuję przelicznik 1 PLN = 17 INR.

Jest cały szereg instytucji dobrze płacących. Największym powodzeniem cieszy się Indian Administrative Service, jak również w ogóle bardzo ceniona jest posada rządowa (jest ona z reguły połączona z mieszkaniem służbowym) Dużym atutem jest znajomość angielskiego. Mimo werbalnego promowania hindi nadal panuje zasada „z angielskim zarabia się lepiej”. Mówiąca po angielsku dziewczyna znajdzie pracę w call centre, jako stewardesa w lini lotniczej, porządnym sklepie znanej międzynarodowej marki, biurze, itd.

 

Oto kilka takich prac dających może jakiś obraz:

  • W sklepie ZARA, stanowisko menadżerskie, dziewczyna dowodzi kilkoma boyami – ok 40.000 INR
  • Call centre – ok 25.000 INR. Ale słyszałem też o call centre, gdzie przprowadza się wywiady na temat drukarek komputerowych. Za jeden wywiad płacą 1.000 INR, aw ciągu dniarekordziści przeprowadzą nawet 5 wywiadów, ale z drugiej strony mogą upłynąć całe dni bez żadnego.
  • Tak samo często jest w innych działach sprzedaży. Pensją jest jakiś % od obrotu. Czyli pracownik ponosi całe ryzyko i właściwie nic nie kosztuje.
  • Pielęgniarka po studium pielęgniarkim, odpowiednik naszego licencjatu. Ok. 14.000 INR
  • Odpowiednik naszego specjalisty w zagranicznej firmie transportowej: ok 50.000 INR
  • Dziewczyna w hotelu 5*, dowodzi działem pastry: ok 15.000 INR
  • Poniżej mamy płace oferowane przyszłym pracownikom na wyższych uczelniac (z ogłoszeń):

NIMS University (Established by Government of Rajastan)
Principal: 90.000.- INR pm
Professors: 80.000 pm
Associate professors: 75.000 pm
Assistant professors: 40.000,- pm
Tutor: 15.000,-

Inne płace w firmach:
• Senior Warehouse Executive (Minimum 4 years working experience; Should have permanent residence in Delhi/NCR; Should have worked with reputed manufacturing/trading firms; Should have experience with dispatching goods with various transport companies like TCI, Jaipur Golden etc.(this is mandatory – do not come if you have not dealt with transport companies before); Salary Bracket: Rs.10,000 – Rs.15000 per month
• Business Support Executive (Minimum 3 years working experience in similar field; Excellent Written and Verbal Communication Skills (Do not come for an interview if you are not able to write good written english. Sending error free emails to export parties, vendors and partners is the main requirement; Graduates from Delhi University are welcome; You will be required to coordinate and speak to our distributors. We also get new queries from time to time. You will be helping new distributors sign up with us.; Salary Bracket: As per experience (Bracket: Rs.8,000 – Rs.12,000)
• Senior Receptionist, Office Coordinator Cum Computer Operator; Skill Set Requirement: At least 2 years of working experience as a Receptionist/Office Coordinator(do not apply if you do not have this); Good Communication Skills (Good Written English); Excellent Skills in Microsoft Excel and Word; Salary Structure: Rs.12000 per month plus EL, CL and annual incentives
• Minimalna płaca dla robotnika w Delhi: 5000+ INR
• Ochroniarz na osiedlu mieszkaniowym: ok. 4.000 INR

Robiliśmy jakiś czas temu kalkulację dla nowozakłądanej spółki. Wtedy liczyliśmy, ale płace poszły już do góry
• Pracownik przy taśmie: 5000
• Majster: 8000
• Księgowy: 20.000,-
Jak na stosunki indyjskie dobrze płaci IT. Niemniej są to niższe płace niż na Zachodzie. Zdarzają sie wypadki, że duże consultingowe firmy indyyjskie zatrudniają swoich pracowników z Indii i następnie stosują różne sztuczki, aby trzymać ich jak najdłużej w USA lub Europie, ale nie dochodzi to do rozmiarów plagi.

Poniżej pozwalam sobie przytoczyć uwagi pewnego Indusa.

The starting CTC offered by IT giants like Infosys, TCS, Accenture, HCL etc to BTech graduates is usually between 3.25LPA to 3.75LPA.
Infy offers even MTech level candidates a measly 3.75LPA (that’s what they said when I attended their drive in 2014). These figures have not budged for at least 5 years and they show no signs of doing so. This, along with their 1-2 year bonds.
These are numbers which are, in my humble opinion, disrespectful to someone who studied for 4+ years, paying upwards of one LPA.
I considered these companies’ offers the bare minimum at one time, then I started browsing off-campus jobs. Believe it or not, some companies – no, a lot of companies – have the audacity to offer as low as 1.2 LPA.
(All figures are in INR)
Some would say government jobs pay better, but, in truth, there aren’t many IT jobs in the public sector. The government outsources dev projects, and the so-called well-paying IT jobs in PSUs are data-entry roles. (Why one would take up something like that even for good money is beyond me, but I digress.)
There are companies that pay better, but they are small in number, and usually require you to have also least 1-2 years of experience. The fact that some companies don’t look beyond IITs doesn’t help.
Part of the reason is – wait for it – population. The number of BTech grads in CS/IT per year is insane, and it’s true that most of them are probably unemployable. But this competition hurts everyone. We don’t even have a minimum wage policy. Most graduates would consider themselves lucky even landing a menial job.

All of this, I relate from my experience which I would say has been rather good. My college had a placement cell which actually managed to help over 60℅ students get oncampus placement, some even with multiple offers. Plus, living in a city like Delhi made the industry much more reachable.
Finding jobs with a comfortable pay off campus is very hard. Finding them in smaller towns is next to impossible.

Then, there’s the fact that even for measly pay, developers are made to work like horses with pathetic working hours and six-day work weeks.

It would be a fair argument that all I’ve said is mostly applicable to India, but India is generating such a huge number of software engineers that it makes saying “software engineers make lots of moolah” false.

I read some startup founder’s statement that “India is the cheapest place to start a startup.” I agree, since you can get away with paying your developers peanuts.

Z własnego doświadczenia zauważyłem, że 80 USD/dzień dla przewodnika w Delhi (angielskojęzyczny, coś tam o Delhi wie) nie wzbudza wielkiego entuzjazmu. Pewnie dało by się wydusić nieco mniej, ale trzeba się nasłuchać marudzenia.

Ogólnie z przykrością trzeba stwierdzić, że w Indiach pracownika sie nie szanuje..

W potocznej rozmowie nie używa się terminu pracownik czy robotnik, a jedynie odhumanizowane labour (praca). Mówi się np. „mam kłopoty z pracą” itd, a nie np, “brakuje mi ludzi”. Wielu przedsiębioców szuka pracowników i narzeka, że nie może ich znaleźć, ale za płacę minimalną. Kiedyś usłyszałełem posumowanie kogoś z Zachodu: „ płaćcie ludziom więcej, to sami przyjdą, nie wiem, czy ktokolwiek się do rady zastosował.

Kiedyś widziałem, jak ktos sie pokaleczył w pracy, starta skóra itd. Szef dał mu sie obmyć i kazał wracać do pracy. Apteczki nie zauważyłem. U nas przypuszczalnie odesłano by delikwenta do domu i przynajmniej powiedziano, aby się obandażował.

 

 

Biznes – Wizyta u dostawcy

Znalezienie dostawcy w Indiach wcale nie jest takie łatwe, jakby się z pozoru wydawało. Przede wszsytkim Indie nie są takim tanim krajem, jak wielu by chciało. Róznice cen są, ale nie tak wielkie, że nie zawsze zostanie margines, aby pokrywać ewentualne błędy.

Ponadto najczęściej szukamy producenta, aby ominąć łańcuch pośredników. W Europie dokładnie zdefiniowano, kto może nazywać się producentem, a kto nie., W Indiach tego nie ma. Producentem „tytułuje” się każdy, a fimy twierdzą, że ich produktami są towary przewyższjące je technologicznie o conajmniej jedną epokę. Tak jakby producent T-34 twierdził, że jego dziełem są Abramsy.. Takiego można znaleźć w internecie, gdzie jest kilka dobrych portali lub na targach.

Pierwszym egzaminem jest propozycja wizyty w fabryce. Jeżeli delikwent zaczyna kręcić, fabryka dziwnym trafem nagle okazuje się być bardzo daleko, to już powinna się zapalać czerwona lampka. Niestety mało kto wpada na pomysł, że udawanie producenta nie ma sensu, ponieważ sprawa wyjdzie. Jeżeli jestem tylko pośrednikiem, to albo nie będe w stanie odpowiedzieć na jakieś pytania, albo dojdą sprawy certfikacyjne, których nie da sie przejść bez współpracy z producentem Na koniec dochodzi marża i bardzo często mój towar nie będzie już konkurencyjny.
Reasumując szkoda czasu potencjalnego sprzedajacego i kupujacego.

Niemniej to już nie koniec. Trzeba wydrzeć ofertę. Ofertysię wydziera niemalże siłą, trzeba się przypominać , w końcu sie dostaje ,.. ale co? Można przeżyć szok.
..
Wszystko podlega negocjacji, więc pierwsza cena bywa na ogół co najmniej „kosmiczna”. Często cena producenta w Indiach jest wyższa niż detaliczna w Europie. Potencjalny dostawca prezentuje to co ma, a nie to co mniej więcej chciałby kupić odbiorca.
Pytam kiedyś producenta mebli o meble proste, ale tanie, ten pokazuje piękne sofy, ale 5 razy droższe. W zwykłym autohandlu ceny nie są podane, musi przyjść szef, ten stara się ocenić kupującego, a potem rzuca cenę. Tylko strata czasu, zanium podejdzie, to już odjeżdżamy.

Często przychodzi zapytanie z Europy, pada jakaś absurdalna cena nie warta nawet opowiedzi. Po jakimś czasie telefon, „dostawca” pyta o efekt. Na stwierdzernie, że Twoja cena jest o wiele za wysoka pada odpowiedź, że możemy negocjować, co wtedy „ Miałeś szansę, teraz życzymy Ci lepszego klienta”.

Nie możemy jednak o wszystko obwiniać Indusów. Od kosmicznych cen wcale poważniejszym nie jest szukanie towaru, który musi byc tańszy niż w Chinach. i jeszcze owo szukanie ma nic nie kosztować. Nie można twierdzić, że w Indiach nie znajdzie się tańszy dostawca niż w Chinach, ale jest to trudne.. Raz zdarzyło się, że polska firma przysłała … psychopatę, który zaczął grozić awanturą i bijatyką Trudno o większy wstyd. Nie wiem, jak się sprawa skończyła, owa polska firma zniknęła z internetu, obwieś byc może załapał się na kłopoty gdzie indziej.

Na porządną ofertę trzeba popracować, czasem należy zaproponować producentowi rozwiązania, ale można dojść do jakiegoś konsensusu. Zdecydowanie pomaga wizyta u niego, ponieważ sami zaczynamy być postrzegani jako sensowni rozmówcy.

Prezycyjnie trzeba ustalić o czym mówimy. Silny nacisk na cenę z naszej strony może skutkowac kompromisem na jakości ze strony producenta, trzeba uważać na definicje Incoterms. Szczególnie denerwuje mnie termin FOB Delhi. Takiego warunku nie ma, ponieważ dotyczy on transportu morskiego.Warto jest towar skontrolować w czasie produkcji lub przed wysyłką. Nie watrto wtedy oszzcędzać i nie ma co sie dać skusić niskimi cenami. Warto przynajmniej zobaczyć firmę partnera.. Kilka takich „oszczędności” kosztowało tych „oszczednych z pół mln EUR. „Chytry 2 razy traci

W czaie takich wizyt u dostawców parę razy spotkały nas ciekawe przygody.

Raz jade do fabryki z polską firmą. Jesteśmy jak najbardziej poważni, nikt nie szuka darmowego producenta. Znajdujemy firme, nad wejściem plakat „ Witamy WM i MT (to my dwaj). Wchodzimy do firmy, przyjmują nas w biurze. Prosimy, że chcemy na produkcję, produkcja jest na jakiejś innej ulicze, pół kilometra dalej,, OK moze być. Wprowadzaqją nas do budynku, prowaedzą do drugiego biura. Co jest? Po co tyle biur? Jedna produkcja i 2 biura?? Nie ma tez „”portretu przodka” i jest coś dziwnego, a mianowicie akt inkorporacyjny … innej firmy. Nasz rozmówca tłumaczy, że to jest tamta firma, to jest jego wujka, a ta gdzie jesteśmy to biuro kuzyna brata wujka. Oj chyba innym razem.

 

Minął rok. Umawiam sie z inną firmą. Jadę do Ghazibadu 2 godziny metrem. Dzwonię, obiecują zaraz przyjechąć. 1,5 godziny stania w 40C, potworny hałas. Prawdopodobnie dopiero sobie przypomieli, że byli tego dnia umówieni. Jakoś przeżyłem. Oglądam firmę, widać , że sprzęt mają niezły, proszę o posłanie próbek do Polski. Metal jak na złość jest ciężki, więc wysłanie takiej próbki kurierem kosztuje, więc jako kontrpropozycja pada, abym zabrał próbke ze sobą i sam to wysłał. Oj chłopaki. Jak nie chcecie się szarpnąć na wydanie paru USD na wysłanie paczuszki do Polski to chyba oddala się perspektywa biznesu.

 

Ale do trzech razy sztuka. Nagle jednemu z Polaków kiszki zagrały marsza. I to chyba conajmniej Marsza Radetzkiego. A tu nie ma toalety. Trzeba uciekać. Może z czasem zrobimy jakis biznes, w końcu rzeczy wielkie rodzą się w bólach.

Wnioski.

Eksport indyjski jest chyba z 10 razy mniejszy niz chiński. To Chiny zalewają świat swoimi produktami, a nie Indie.

 

Na pewno nie pomaga Indiom niechęć do zatrudniania cudzoziemców. Przypuszczam, że Indie jak powietrza potrzebują zachodniej kadry śreniego szczebla. Tej, która wprowadzi do indyjskich firm zachodnie standardy. Tu nie Top management jest kluczem, poniewż super managerów Indie mają dość swoich. To potrzebni są ludzie, dla któryh oczywiste jest, że należy odpowiedzieć na zapytanie i należy jasno się wyrażać, którzy nie beda czekali aż szef podejmie najmniejszą decyzję, którzy sami poszukjają rozwiązania problemu.

Wyniki wyborów w 4 stanach południowych Indii

19.V.2016 ogłoszono wyniki wyborów do zgromadzeń Stanowych Zachodniego Bengalu, Tamilnadu, Kerali i Asamu oraz terytorium związkowego: Puduherry. Najprościej mówiąc zakończyły sie one sukcesem silnych partii regionalnych.

Zachodni Bengal, Tamilnadu, Kerala, Asam, jak również Puduććeri wyróżniają się na tle Indii i mają tradycję silnych partii regionalnych (jedna z partii jako przewodniczącego miała Stalina) . Podobnie dzieje sie to w mniejszych stanach Północnego Wschodu.
Szczególnie na Północnym Wschodzie poparcie otrzymują Kongres lub partie lokalne. Małe szanse w stanch chrześciujańskich miało BJP, ze względu na ich „hinduskość”.Wyniki wyborów trudno uznać za zaycięstwo rządzącej w kraju partii BJP (Indyjska Partia Ludowa), ale odnotowała ona pene postępy szczególnie w stanach, gdzie przedtem była prawie nieobecna.
Parę rzeczy jest warte zauważenia:
1. Fala Modiego to nie tsunami. Modi jest popularny i potężny, ale okazuje się, że nie zmiata politycznych przeciwników. Dochodzi do pewnego momentu, ale pewnych rzeczy nie przejdzie, nie ma zresztą powodów wytykac mu jakiś specjalnych błędów.. To samo widać w polityce zagranicznej.
2. Hinduski nie oznacza hindi. Ostre (wręcz demonstracyjnie promowanie języka hindi czy odwoływanie się do hinduskiej tradycji być może zwiększyło niedco popularność BJP, ale nie zapewniło zwycięstw tej partii.
3. Chyba bardzo słusznie Pan Krzysztof zauważył, że problemy ma nadal Kongres. Przeglądajac internet odnoszę wrażenie, że zbiera mase głosów krytycznych i nadal nie jest w stanie wypracować czegos pozytywnego. Ewidentnie nie może przestać być partią jednej rodziny.
4. Są to duże stany posiadające wielu posłów w parlamencie ogólnokrajowym,, o dużym potencjale ekonomicznym w przyszłości będą bardzo ważne w wyborach ogólnokrajowych i na pewno ważna jest obserwacja nastrojów w nich.
5. Jeżeli sytuacja ekonomiczna Indii nie będzie sie polepszała, to na południu BJP będzie tracił., jeżeli się polepszy, co jest bardzo mozliwe, to wszystko moze się sta. Chętnych do konsumpcji i podziału sukcesu jest zawsze wielu.
6. Stany południowe mają znacnie mniejszy przyrost naturalny niż Indie północne, co spowoduje, że nawetjuż przy stabilnej gospodarce wyraźnie będzie odczuwalny wzrost poziomu życia. BJP z pewnością będzie chciało to zdyskontować.

Biznes w Indiach – nasze wyobrażenia

Gateway_of_India_+_Taj mahal_Palace_1

Indie to kraj działający na wyobraźnię.. Każdy słyszał o Kamasutrze, świetych krowach, wielu widziało brud, nieporządek, żebraków, poobijane riksze czy ciężarówki marki Tata. Stąd szybko rodzi się przekonanie, że Indie są krajem tanim a nawet zacofanym technologicznie.

Nic bardziej mylnego.

Kilkakrotnie spotykałem sie kiedy firma mówiła : „mamy super maszyny z Niemiec, nikt tutaj takich nie ma, ponieważ nasz dostawca nie sprzedawał podobnych do Indii, więc nikt i nie bedzie w stanie zrobic produktu podobnego do naszego, będziemy na tym ryku jedyni. Tymczasem okazuje się, że Indusi mają maszyny wcale nie gorsze, jeśli nawet to nie niemieckie czy japońskie, to mogą być chińskie, wcale nie są gorsze, a często znacznie tańsze. Trudno więc być konkurencyjnym.

Jeżeli chcemy się przebić z towarem na tym rynku, to musi być naprawdę dobry i konkurencyjny cenowo. Jeżeli potrzebna jest jakość, Indusi zaopatrzą się w bardzo nowoczesne urządzenia, a jeśli będzie to opłacalne pozwolą sobie na ustępstwo na jakości, bądź zwiększą nakład pracy.

Mylący jest też przysłowiowy miliard potencjalnych klientów. Niestety siła nabywcza tego miliarda jest jednak ograniczona. Do tego musimy dodać różne praktyki i pomysły antyimportowe i nagle okazuje się, że wiele towarów, szczególnie konsumpcyjnych sprzedaje się w Indiach mniej niż w Europie. Niektóre ku naszemu słupieniu nie wzbudzają nawet zainteresowania.

Czasami zaskakuje nas polityka wielkich producentów w Indiach. Okazuje się, że nie są zainteresowani, nie mają odpowiednich certyfikatów, albo nawet nie fatygują sie poinformować nas, czy sprzedają w Indiach i ograniczają się do ustnej zgody drugorzędnego pracownika na nasze działania na tutejszym rynku. Trochę to niesympatyczne, bo jaki by ten rynek nie był, to napewno wart jest chociaż zainteresowania.

Kolejny pomysł to wejście na rynek. „Wprowadździe nas na rynek, a my damy wam prowizję od sprzedaży. W domyśle „o tą prowizję podniesiemy cenę”. Czyli wejście na rynek za darmo. Wtedy opowiadam „a ile miloinów przeznaczycie na Waszą promocję na rynku.?. Tą prawdę trzeba sobie uświadomić – na żaden rynek za darmo się nie wchodzi a chytry dwa razy traci.

Znany jest mi przypadek, kiedy firma postanowiła otworzyć produkcje owoców morza. Dobry pomysł. Niestety pożałowali paru setek EUR na sprawdzenie, co robi na miejscu ich indyjski partner. Ponoć „wtopili” 120.000 EUR. Inni wpłacili 50.000 USD zaliczki. Zaproponowali 10% za odzyskanie tej sumy. Jakoś dziwnie nie zauważyli, że najpierw potencjalnemu windykatorowi płąci się zqliczkę, a i tak nie ma pewności powodzenia. Nie przypuszcxzam, aby swoje pieniądze kiedykolwiek ujrzeli.

Jak wyżej wspomieliśmy, aby mieć szansę na sukces w Indiach należy być. I to chyba przeraża najbardziej. Szczególnie zatrważający jest przejazd w Bombaju z lotniska przed dzielnice slumsów. Do tego, jak ktoś sprawdzi w internecie, ile kosztuje wynajęcie biura i mieszkania w lepszych dzielnicach, doda do tego pensje pracownika z Europy, to faktycznie wychodzą gigantyczne koszty. Na szczęście nie jest tak źle. Przede wszystkim trzeba dobrać włąświą osobę. W Indiach potrzeba konkwistadora, a nie człowieka korporacji. Warunki mogąbyc nie łatwe, ale da się przeżyć. Oprócz drogich dzielnic są też całkiem sympatyczne, a znacznie bardziej dostępne cenowo. Wtedy koszty nie są już tak pożerające i można np. w Delhi utrzymac biuro za rozsądne pieniądze Najważniejsze, to tak rozegrać sprawę, aby nie robić nadmiernych kosztów, kiedy firma nie przynosi jeszcze dochodów..

Indie a amerykański rynek prawniczy

Na temat indyjskich usług BPO napisano już wiele. Księgowość, informatyka, prace projektowe, itd. Możliwości jest jednak o wiele więcej, co ciekawe być może możemy naśladować Indusów i czasami wchodzić na pola, na których działają.

Wiemy, że USA są krajem prawników i być może tam też jest kawałek tortu do uszczknięcia. Na tutejszy rynek z zainteresowaniem patrzą firmy indyjskie. firmy prawnicze, które mogą zarobić nawet ok 10 mld USD poprzez czerpanie z $25bn. amerykańskiego businessu prawniczego.

Indyjski przemysł LPO może celować w dwa duże segmenty amerykańskiego sektora prawniczego: średniej-wielkości prywatne firmy prawnicze i korporacje Stanów Zjednoczonych.
Badania Crisil sugerują, że Indyjskie firmy muszą najpierw zdobyć średniej-wielkości lub ogromne firmy prawnicze Stanów Zjednoczonych a potem dopiero pozyskać korporacje.

Jeśli Indyjskie LPO przejmie ten segment, firmy prawnicze w Indiach musiałyby zatrudnić 33 000 prawników

Niektóre LPO, działające już w Indiach, to międzynarodowe firmy jak Lexadigm, Intellevate and NewGalaxy oraz departamenty prawnicze firm jak GE, Cisco, Oracle, Dupont czy Citibank

Czasem schemat działania jest bardzo prosty a sprawa zaczyna się kuriozalnie odpoprawnej angielszczyzny. Mianowicie w USAprawnik sporządza draft kontraktu, a następnie sekretarka w Indiach „tłumaczy go na angielski”Miałem kiedyś do czynienia z czymś takim.Kontrakt na budowe statku w Europie miał ok 8 str.Podobny kontrakt na budowę jachtu dla amerykańskiego klienta liczył ponad50 stron. Sama klauzuja siły wyższej zajęła ponad stronę. Czasami odnosiłem wrażenie, że autorom płaci się od słowa.

Natomiast, Crisil stwierdził, że Indyjskie LPO będzie potrzebowało ogromnych inwestycji marketingowych aby zwiększyć swój udział w Stanach. Aby móc rywalizować z firmami amerykańskimi, indyjskie LPO będzie musiało dostosować swoje usługi do potrzeb swoich pracowników począwszy od pracowników z niższych stanowisk do dyrekcji.
Crisil podaje kilka negatywnych czynników, które mogą stanowić barierę dla rozwoju pomimo ogromnego potencjału. Tymi barierami są: ochrona danych i jakość usług i brak wykwalifikowanych pracowników do pracy w kancelarii prawniczej.
Raport podaje, że firmy amerykańskie już inwestują ogromne pieniądze w wykwalifikowaniu swoich pracowników i mogą nie zezwolić na wysyłanie zagranice swoich prawników.

Gdzie tu szansa dla Polaków? To co pisałemo owej indyjskiej „tłumaczce, to może zrobic też Polka.

Nie mamy niestety tak dobrych kontaktów, jak w korporacujnym świecie USA. Chyba nie najlepiej jest z angieleskim wśród polskich prawników.

Ale nie jest beznadziejnie.
Poziom angielskiego w Polsce wyraźnie sie podnosi, coraz więcej naszych prawników posługuje sie tym językiem. Ponadto Polacy często wykraczają pozajęzyk angielski i zdecydowanie górują nad Indusami w znajomości języków europejskich.

Polskie studia prawnicze wydają sie bardziej ogólne i powinniśmy lepiej sobie radzić w środowisku zróżnicowanym, szczególnie na styku różnych systemów prawnych. Windiach bowiem nie ma w programie studiów prawa rzymskiego, jest tomoże moje subiektywne wrażenie, alePolak wydaje siębyć znacznie lepiej wyposarzony w podstawowe narzędzia, to tak jakby jako lekarz był znacznie lepszy z anatomii.

Amerykańskie firmy prawnicze działają tez w Europie i Polsce, co da w przyszłości Polakom szansę,że dadzą siepoznać.

Gdzie jest największe niebezpieczeństwo? To będzie zamkniecie zawodów prawniczych i ich odsunięcie sie od rynku. Albo nauczymy się działaćw świeciemkonkurencyjnym, albo niwiele zwojujemy.

Biznes w Indiach – krótkie wprowadzenie

Indie są krajem, którego znaczenie w gospodarce światowej szybko rośnie i jest więsze niż wskazywałyby na to statystyki. Związane jest to z faktem posiadania szerokich kontaktów przez firmy indyjskie czy indyjskich biznesmenów, ich imiejętności poruszania się po świecie, a chyba najbardziej ich niezwykłej umiejętności zdobywania nowych klientów.

Jest wiele towarów, które warto sprowadzać z Indii jak i wile, które dałyby sie tu sprzedać.

Dla przykładu wymienię kilka, z którymi ostatnio mieliśmy do czynienia. Tytoń, części samochodowe, chemikalia, meble. wyroby stalowe. Tekstylia, rękodzieło, skóry, artykuły spożywcze to są rzeczy tak oczywiste, ze nawet nie warto ich wymieniać.

Tak ogromny kraj ma też duże potrzeby. Sprzedają sie tu nasze polskie kosmetyki, urządzenia elektryczne, narzędzia do obróbki metali, itd.

 

Niestety w każdej beczce miodu znajdzie sie i łyżka dziegciu. Kraj jest wielki, miliard konsumentów, ale wcale nie jest tak łatwo. Możemy napisac całe historie naszych przygodach, o tym jak zakładaliśmy tu firmę i jak musieliśmy się napracować, jak importowliśmy i jak sobie radzimy.

 

Jedno można napisać jako coś w rodzaju mantry, czy „prawdy absolutnej.

Indie wymagają determinacji i konsekwencji. Pryjazd na targi, rozesłąnie maili, szybkie znalezienie importera są możliwe, ale mało prawdopodobne. Tu trzeba być na miejscu. Z Polski biznesu w Indiach robić sie nie da. Tu trzeba być. Konieczny jest systematyczny kontakt z partnerem, szczególnie ważne są relacje osobiste. Indusi chętnie będą widzieli w sojej firmie potencjalnego partnera i dalece pójdą na rękę, aby takie spotkanie mogło się odbyć.

 

Wielkość kraju sprawia, że tutaj wszystko opłaca się produkować w opłacalnej skali. Trudno więc liczyć, że na rynku nie ma jakiegoś towaru, nikt go nie produkuje, lub nie ma konkurencji Trzeba się liczyć, że importowany towar natrafi na lokalną konkurencję, często tańszą i to jest chyba największy problem..

 

Ponadto Indie bronią swój rynek i w ograniczonym zakresie zainteresowane są „prostym” importem. Realizowane są tutaj wielkie projekty infrastrukturalne, rząd Indii szczególnie chętnie widzi, kiedy część produkcji dla takich projektów firmy zagraniczne wykonują na miejscu. Szczególnie dlatego warto tu być. Ci co odnoszą tu sukcesy mają w Indiach swoje własne struktury. Najczęściej spółki córki.

 

Ważne jest na pewno ustalenie wstępnych, czy pierwszych waruków biznesu. Czasami operujemy inną terminologią, Indusi są nieco mniej precyzyjni od nas przy spisywaniu ofert czy warunków umów, zdarza się że dodatkowe problemy stwarza biurokracja. Na ogół wymagana  jest przedpłata, często w ogóle potrzebna do rozpoczęcia produkcji. To jest ryzyko i tego chyba nikomu nie udało sie całkowicie wyeliminować.

 

Osobną sztuką jest kontrola jakości. Nie chcę mówić, że Indusi mają szczególne problemy z jakością, czy pracują źle ale „pańskie oko konia tuczy”. Prace partnera trzeba systematycznie badać i nie zdawać się na wiarę. Najlepiej, gdy z czasem strony nauczą sie współpracy i będą wzajemnie sobie pomagać , raczej lepiej unikać relacji nadzorca – wykonawca.

 

Jednak firmy europejskie na ogół są zadowolone ze współpracy z Indiami.

 

Zdaża się, że firmy popełniają błędy, podają ofiarą stereotypów, można by napisac o tym osobny esej, ale działanie w Indiach nie jest wiedzą tajemną i można tu sobie poradzić. W następnych rodziałach opowiemy wiecej o naszych doświadczeniach w tym kraju.

Święte prawo własności w Indiach

Sacred right of ownership. I “lost” my cat in Delhi. It means Delhi Green Tribunal banned cars older than 15 years old (petrol, and older than 10 years for deisels). Nobody knows what police can do.
(Czytaj dalej…)

Monsun (2)

P1220932Ale monsun sprawia też kłopoty. Na poczatku wymienię rozplenienie się komarów, małych muszek i często innego paskudztwa. Z dziur wypełzaja też węże, ponoć pod Delhi można je czasem spotkać na ulicach i to takie, że głowa i ogon są po przeciwnych stronach drogi. Niemniej jeżdżąc do fabryk nie miałem jeszcze przyjemności takiego spotkania. Ale po krzakach lepiej wtedy się nie włóczyć.
(Czytaj dalej…)

Monsun (1)

P1220916

W niedzielę 9 sierpnia mieliśmy dzień typowo monsunowy. Przez całe przedpołudnie lało. Mocniej, czy słabiej, ale nie przestawało.

(Czytaj dalej…)